sobota, 9 sierpnia 2014

Rozdział 4

Raúl poszedł.
- Wiemy, że się w nim zakochałaś...- powiedziałam.
- Nie!!! Wcale nie...- powiedziała dziwnym głosem Chica.
- Na pewno. Szczególnie, że dzisiaj dopiero zdajemy do studia, a ty zapytałaś się o pierwszą lekcję- wtrąciła Doncia.
- No dobra... Podoba mi się...- powiedziała Chica.
Gdy nagle usłyszałyśmy, że jakiś chłopak mnie woła.
Po chwili go dostrzegłyśmy.
Był to szczupły brunet.
Ubrany był w szarą skórzaną kurtkę.
- Nel nie poznajesz mnie?- zapytał brunet, gdy podszedł.
- Niestety nie- powiedziałam zawstydzona.
- To ja Chen... Syn Angie i Pablo... Twój kuzyn- powiedział chłopak.
- Chen? Jak dawno cię nie widziałam!- powiedziałam.
Przytulił mnie i podniósł w górę.
- A nie przedstawisz mi swoich przyjaciółek?- spytał.
- Racja. To Chica. To Doncia, a to Pía- pokazałam na każdą z osobna.
- Miło mi poznać- powiedział z uśmiechem- Chodźcie zaraz będą nas wołać na zdawanie.
Weszliśmy do środka.
- O! A to jest mój przyjaciel Duncan- powiedział.
- Nie wygląda za przyjaźnie- powiedziała do mnie Chica szeptem.
- A jej kuzyn nie?- powiedziała Doncia.
- To ja idę- zwrócił się do mnie Chen- Na razie!
Czekałyśmy na swoją kolej.
Gdy już przyszła nasza kolej we cztery śpiewałyśmy naszą własną piosenkę Vamos a empezar desde el principio.
- Poszło wam znakomicie!- powiedział Pablo.
Wyszłyśmy z sali.
- Myślałam że zaraz zemdleję- powiedziała Doncia.
- Nie było, aż tak źle... Czy to nie Oliwia?- spytałam.
Olivia stała przy przystojnym chłopaku przy, którym stał jej ojciec.
Tłumaczył mu, że nie ma się do niej zbliżać.
- Gdyby mój tata chodził za mną krok w krok to bym chyba uciekła z domu- powiedziała Chica.
- Tak toby było żałosne- przytaknęłam Chice.
- Ta dziewczyna przeszkadza mi w byciu największą gwiazdą tego studia. Widziałaś jak wychwalali jej zespół- powiedziała pewna blondynka.
Była to Vailet, szczupła blondynka z niebieskimi oczami.
Zabijała mnie wzrokiem, gdy stałam w kolejce po lody.
- Poproszę lody- powiedziałam.
- Jaki smak?- spytała mnie sprzedawczyni.
- Obojętnie, tylko nie truskawkowe. Jestem uczulona- powiedziałam.
- Słyszałaś?- zwróciła się do Olivii- Jest uczulona na truskawki. Chyba mam genialny plan!
- Ile płacę?- spytałam.
- Dzisiaj lody są na koszt firmy- powiedziała kobieta z uśmiechem.
- Dziękuję- powiedziałam odwzajemniając uśmiech.
Do baru przyszła Chica i mnie zagadała.
W tym czasie Vailet dodała do moich lodów polewę truskawkową.
Rozmawiałyśmy tak długo, że lody się rozpuściły razem z polewą.
Gdy, skończyłyśmy rozmawiać jadłam już tylko zupę lodową.
Po paru minutach od zjedzenia zaczęłam czuć, że coś mnie dusi w gardle.
- Ychyyyyy, ychyyyyyyy- kaszlałam.
- Nelka? Co ci jest!?- krzyczały Doncia i Chica.
- To uczulenie na truskawki...- wymamrotałam.
Chica od razu pobiegła po Angie, a Doncia zaczęła panikować.
- Nel! Nelka! Złap powietrze! Dusisz się! Ty się dusisz!- krzyczała panikara.
Wokół nas zebrał się tłum różnych osób.
Wszyscy patrzyli się na mnie, a ja nie lubię być w centrum uwagi.
Poczułam się jak mała dziewczynka.
Chica przybiegła z Angie.
- Już dobrze. Uspokój się!- mówiła Angie.
- Rozejdźcie się nie ma na co patrzeć!- krzyczała Chica.
- Idźcie stąd wszyscy!- krzyknął głośno Chen.
Wszyscy się rozeszli po wrzasku Chen'a.
- Zabiorę cię do szpitala- powiedziała Angie.
Pokiwałam głową na znak, że się zgadzam.
Pojechałyśmy do szpitala.
Tam dostałam zastrzyk i wszystko było już dobrze.
Rodzice po mnie przyjechali i razem wróciliśmy do domu.
W połowie drogi przypomniałam sobie,że przecież zostawiłam rower przed studiem.
 
- Mamo! Zostawiłam rower przed studiem!- krzyknęłam spanikowana.
- No to zawracamy!- powiedział tata.
Podjechaliśmy przed studio.
Było to wieczorem więc ulica była już opustoszała.
Wysiadłam z mamą z samochodu, a tata poczekał na nas w samochodzie.
Dotarłyśmy do miejsca, w którym zostawiłam rower.
Nie było go tam.
- Gdzie mój rower!- krzyknęłam.
- Jesteś pewna, że tu go zostawiłaś- zapytała poddenerwowana mama.
- Tak, razem z rowerami dziewczyn- powiedziałam.
- Tu masz telefon. Zadzwoń do przyjaciółek- powiedziała ze sztucznym uśmiechem.
Zadzwoniłam do przyjaciółek. Żadna nic nie wiedziała o losie roweru.
- Trudno, jutro poszukam z przyjaciółkami- powiedziałam smutna.
- Na pewno się znajdzie- pocieszała mnie mama.
- Na pewno...- powiedziałam zawiedziona.
Wróciłam do domu i poszłam spać.
NASTĘPNEGO DNIA:
Wstałam o 5: 00 rano.
Ubrałam się w taki komplet:
 
Uczesałam włosy tak jak zawsze.
Umyłam się i ubrałam.
Zjadłam śniadanie i wyszłam.
Tym razem szłam na piechotę.
Gdy doszłam do studia od razu poszłam w takie miejsce gdzie stoi duże drzewo.
Gdy tam doszłam ku mojemu zdziwieniu koło drzewa stał mój rower!
Do roweru ktoś dokręcił koszyk, w którym był ogromny bukiet pięknie pachnących kwiatów.
- Cześć! Bukiet się spodobał?- spytał Raúl.
- Jest piękny! Bardzo ci dziękuję- powiedziałam.
- Nie ma za co- powiedział i odszedł.
- Od kogo to?- spytała się Doncia.
- Zdziwi cię to, ale od Raúl'a- powiedziałam.
- Na serio!- krzyknęła podekscytowana Chica.
- Tak- powiedziałam.
- Słodko- powiedziała Pía.
- Tak, wiem. Przechował mi rower i dał piękny bukiet- powiedziałam zadowolona.
 
Prosimy o komentowanie! Gorąco pozdrawiamy i zapraszamy do czytania!
xoxoRyś&Wiewióra

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz