Z przykrością pisze ze z przyjaciółką nie będziemy kontynuować tej książki. Dlatego że po prostu nie spotykamy suę już. I to skomplikowało pisanie tej książki bo bez jej zgody nie moge kontynuować. Nie lubie zostawiać książek niedokończonych (na zawsze ;() na blogach. Ale cóż... To koniec.
Narazka wszystkim czytelniką ;(
Empezar2002
sobota, 30 maja 2015
sobota, 9 sierpnia 2014
Rozdział 5.
Dzień minął mi szybko, nie było już żadnych niespodzianek. Otworzyłam pamiętnik.
"Drogi pamiętniku...
Przez te dwa dni dużo się stało. Po pierwsze dostałam się do studia! Bardzo się cieszę!
Inną sprawą jest to, że poznałam nowych ludzi i... jedną niemiłą dziewczynę. Ma na imię Vailet. Jest córką Ludmiły i Federico, czyli bliskiego przyjaciela mamy, który niestety nie odzywał się do niej aż 17 lat!
Jestem prawie pewna, że to właśnie ona i jej przyjaciółeczka- Olivia dodały mi do lodów truskawkowej polewy. Ale stało ale też coś miłego. Poznałam bardzo miłego chłopaka. Jest taki uroczy i przystojny... A! I jeszcze jedno, spotkałam swojego kuzyna! Chen jest kochany!"
Zamknęłam pamiętnik gdyż ktoś wszedł do pokoju.
To był właśnie Chen.
- Hej, ciocia pozwoliła mi wejść- przywitał się.
- Cześć, siadaj!- wskazałam na łóżko z uśmiechem.
- Słyszałem o rowerze- uśmiechnął się- Raúl to mój dobry kumpel...
Gadaliśmy o wszystkim co się zdażyło. Rozmawialiśmy do 22: 00 wtedy mama poprosiła go, aby wyszedł bo muszę się wyspać na jutro.
_____________
Następnego dnia obudziłam się lekko za późno, więc robiłam wszystko w biegu. A wiadomo, że "gdy się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy", więc z domu wyszłam już spóźniona.
Biegłam tak szybko, że martwiłam się, że przewrócę się na błoto i cały mój strój.

Będzie do wymiany.
Na szczęście nic takiego się nie wydarzyło.
Szybko wbiegłam do sali.
- P-przepraszam za spóźnienie- wydyszałam.
- Nic się nie stało- powiedziała Angie- Jak już mówiłam mam z wami zastępstwo gdyż Pani Allena jest na wyjeździe.
W głowie dziękowałam bogu, że tak się stało.
Angie jest moją ciocią, ale od Pani Allen dostałabym uwagi na temat dobrego wychowania -,-.
- A więc. Chociaż jest dopiero początek roku już wystawiamy pierwsze przedstawienie.
Odbędzie się ono za 4 tygodnie, dlatego musimy się sprężyć. Przedstawienie nazwaliśmy "El amor duele". Jest o dwóch lalkach, które zakochują się w tym samym chłopaku- żołnierzyku. Lalki te mają do rąk i nóg przyczepione linki, dzięki którym się poruszają. Na początku przedstawienia będzie śpiewana przez lalki piosenka o tym jak miłość boli, jeśli nie można jej mieć. Następnie śpiewać będzie żołnierz także o miłości. Tylko on będzie zakochany w jednej. Na samym końcu przedstawienia śpiewamy wszyscy o rozłące, gdyż żołnierz nie mógł zostać przy laleczce. Jasne?
Jutro będzie przesłuchanie, a zaśpiewacie piosenkę "Universo".
Pokiwałyśmy głowami na znak, że się zgadzamy.
- Dobrze- uśmiechnęła się Angie- A więc teraz pracujemy nad przygotowaniem trzech piosenek...
A więc... Podzielicie się na 3 grupy. Ja wybiorę przywódców, a oni wybiorą resztę zespołu, dobrze?
Biorąc pod uwagę, że jest was... 1, 2, 3- liczyła Angie- 15 to podzielicie się na 5- osobowe zespoły. A więc... Jednym szefem będzie Carmen- blondynka ucieszyła się i z dumną miną poszła na środek klasy.
- Drugim... Ana- umalowana dziewczyna w podskokach doszła na miejsce obok Vailet- I ostatnim... Raúl- chłopak poszedł.
A więc wybieracie- uśmiechnęła się nauczycielka.
Wszyscy po kolei wybierali. Na końcu drużyny wyglądały tak:
Drużyna 1.
Vailet
Olivia
Pía
Tiego
Duncan
Drużyna 2.
Ana
Lúcia
Alex
Alejo
Scarlett
Drużyna 3.
Raul
Nel
Chen
Doncia
Chica.
- Pierwszą, smutną piosenkę ma wymyślić zespół Raúla, drugą, wesołą piosenkę o miłości wymyśli drużyna Vailet, a ostatnia napiszę tekst do piosenki o rozłące.
Taki trochę krótki, ale mamy nadzieje że się spodoba. xoxoRyś&Wiewióra.
Dzień minął mi szybko, nie było już żadnych niespodzianek. Otworzyłam pamiętnik.
"Drogi pamiętniku...
Przez te dwa dni dużo się stało. Po pierwsze dostałam się do studia! Bardzo się cieszę!
Inną sprawą jest to, że poznałam nowych ludzi i... jedną niemiłą dziewczynę. Ma na imię Vailet. Jest córką Ludmiły i Federico, czyli bliskiego przyjaciela mamy, który niestety nie odzywał się do niej aż 17 lat!
Jestem prawie pewna, że to właśnie ona i jej przyjaciółeczka- Olivia dodały mi do lodów truskawkowej polewy. Ale stało ale też coś miłego. Poznałam bardzo miłego chłopaka. Jest taki uroczy i przystojny... A! I jeszcze jedno, spotkałam swojego kuzyna! Chen jest kochany!"
Zamknęłam pamiętnik gdyż ktoś wszedł do pokoju.
To był właśnie Chen.
- Hej, ciocia pozwoliła mi wejść- przywitał się.
- Cześć, siadaj!- wskazałam na łóżko z uśmiechem.
- Słyszałem o rowerze- uśmiechnął się- Raúl to mój dobry kumpel...
Gadaliśmy o wszystkim co się zdażyło. Rozmawialiśmy do 22: 00 wtedy mama poprosiła go, aby wyszedł bo muszę się wyspać na jutro.
_____________
Następnego dnia obudziłam się lekko za późno, więc robiłam wszystko w biegu. A wiadomo, że "gdy się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy", więc z domu wyszłam już spóźniona.
Biegłam tak szybko, że martwiłam się, że przewrócę się na błoto i cały mój strój.
Będzie do wymiany.
Na szczęście nic takiego się nie wydarzyło.
Szybko wbiegłam do sali.
- P-przepraszam za spóźnienie- wydyszałam.
- Nic się nie stało- powiedziała Angie- Jak już mówiłam mam z wami zastępstwo gdyż Pani Allena jest na wyjeździe.
W głowie dziękowałam bogu, że tak się stało.
Angie jest moją ciocią, ale od Pani Allen dostałabym uwagi na temat dobrego wychowania -,-.
- A więc. Chociaż jest dopiero początek roku już wystawiamy pierwsze przedstawienie.
Odbędzie się ono za 4 tygodnie, dlatego musimy się sprężyć. Przedstawienie nazwaliśmy "El amor duele". Jest o dwóch lalkach, które zakochują się w tym samym chłopaku- żołnierzyku. Lalki te mają do rąk i nóg przyczepione linki, dzięki którym się poruszają. Na początku przedstawienia będzie śpiewana przez lalki piosenka o tym jak miłość boli, jeśli nie można jej mieć. Następnie śpiewać będzie żołnierz także o miłości. Tylko on będzie zakochany w jednej. Na samym końcu przedstawienia śpiewamy wszyscy o rozłące, gdyż żołnierz nie mógł zostać przy laleczce. Jasne?
Jutro będzie przesłuchanie, a zaśpiewacie piosenkę "Universo".
Pokiwałyśmy głowami na znak, że się zgadzamy.
- Dobrze- uśmiechnęła się Angie- A więc teraz pracujemy nad przygotowaniem trzech piosenek...
A więc... Podzielicie się na 3 grupy. Ja wybiorę przywódców, a oni wybiorą resztę zespołu, dobrze?
Biorąc pod uwagę, że jest was... 1, 2, 3- liczyła Angie- 15 to podzielicie się na 5- osobowe zespoły. A więc... Jednym szefem będzie Carmen- blondynka ucieszyła się i z dumną miną poszła na środek klasy.
- Drugim... Ana- umalowana dziewczyna w podskokach doszła na miejsce obok Vailet- I ostatnim... Raúl- chłopak poszedł.
A więc wybieracie- uśmiechnęła się nauczycielka.
Wszyscy po kolei wybierali. Na końcu drużyny wyglądały tak:
Drużyna 1.
Vailet
Olivia
Pía
Tiego
Duncan
Drużyna 2.
Ana
Lúcia
Alex
Alejo
Scarlett
Drużyna 3.
Raul
Nel
Chen
Doncia
Chica.
- Pierwszą, smutną piosenkę ma wymyślić zespół Raúla, drugą, wesołą piosenkę o miłości wymyśli drużyna Vailet, a ostatnia napiszę tekst do piosenki o rozłące.
Taki trochę krótki, ale mamy nadzieje że się spodoba. xoxoRyś&Wiewióra.
Rozdział 4
Raúl poszedł.
- Wiemy, że się w nim zakochałaś...- powiedziałam.
- Nie!!! Wcale nie...- powiedziała dziwnym głosem Chica.
- Na pewno. Szczególnie, że dzisiaj dopiero zdajemy do studia, a ty zapytałaś się o pierwszą lekcję- wtrąciła Doncia.
- No dobra... Podoba mi się...- powiedziała Chica.
Gdy nagle usłyszałyśmy, że jakiś chłopak mnie woła.
Po chwili go dostrzegłyśmy.
Był to szczupły brunet.
Ubrany był w szarą skórzaną kurtkę.
- Nel nie poznajesz mnie?- zapytał brunet, gdy podszedł.
- Niestety nie- powiedziałam zawstydzona.
- To ja Chen... Syn Angie i Pablo... Twój kuzyn- powiedział chłopak.
- Chen? Jak dawno cię nie widziałam!- powiedziałam.
Przytulił mnie i podniósł w górę.
- A nie przedstawisz mi swoich przyjaciółek?- spytał.
- Racja. To Chica. To Doncia, a to Pía- pokazałam na każdą z osobna.
- Miło mi poznać- powiedział z uśmiechem- Chodźcie zaraz będą nas wołać na zdawanie.
Weszliśmy do środka.
- O! A to jest mój przyjaciel Duncan- powiedział.
- Nie wygląda za przyjaźnie- powiedziała do mnie Chica szeptem.
- A jej kuzyn nie?- powiedziała Doncia.
- To ja idę- zwrócił się do mnie Chen- Na razie!
Czekałyśmy na swoją kolej.
Gdy już przyszła nasza kolej we cztery śpiewałyśmy naszą własną piosenkę Vamos a empezar desde el principio.
- Poszło wam znakomicie!- powiedział Pablo.
Wyszłyśmy z sali.
- Myślałam że zaraz zemdleję- powiedziała Doncia.
- Nie było, aż tak źle... Czy to nie Oliwia?- spytałam.
Olivia stała przy przystojnym chłopaku przy, którym stał jej ojciec.
Tłumaczył mu, że nie ma się do niej zbliżać.
- Gdyby mój tata chodził za mną krok w krok to bym chyba uciekła z domu- powiedziała Chica.
- Tak toby było żałosne- przytaknęłam Chice.
- Ta dziewczyna przeszkadza mi w byciu największą gwiazdą tego studia. Widziałaś jak wychwalali jej zespół- powiedziała pewna blondynka.
Była to Vailet, szczupła blondynka z niebieskimi oczami.
Zabijała mnie wzrokiem, gdy stałam w kolejce po lody.
- Poproszę lody- powiedziałam.
- Jaki smak?- spytała mnie sprzedawczyni.
- Obojętnie, tylko nie truskawkowe. Jestem uczulona- powiedziałam.
- Słyszałaś?- zwróciła się do Olivii- Jest uczulona na truskawki. Chyba mam genialny plan!
- Ile płacę?- spytałam.
- Dzisiaj lody są na koszt firmy- powiedziała kobieta z uśmiechem.
- Dziękuję- powiedziałam odwzajemniając uśmiech.
Do baru przyszła Chica i mnie zagadała.
W tym czasie Vailet dodała do moich lodów polewę truskawkową.
Rozmawiałyśmy tak długo, że lody się rozpuściły razem z polewą.
Gdy, skończyłyśmy rozmawiać jadłam już tylko zupę lodową.
Po paru minutach od zjedzenia zaczęłam czuć, że coś mnie dusi w gardle.
- Ychyyyyy, ychyyyyyyy- kaszlałam.
- Nelka? Co ci jest!?- krzyczały Doncia i Chica.
- To uczulenie na truskawki...- wymamrotałam.
Chica od razu pobiegła po Angie, a Doncia zaczęła panikować.
- Nel! Nelka! Złap powietrze! Dusisz się! Ty się dusisz!- krzyczała panikara.
Wokół nas zebrał się tłum różnych osób.
Wszyscy patrzyli się na mnie, a ja nie lubię być w centrum uwagi.
Poczułam się jak mała dziewczynka.
Chica przybiegła z Angie.
- Już dobrze. Uspokój się!- mówiła Angie.
- Rozejdźcie się nie ma na co patrzeć!- krzyczała Chica.
- Idźcie stąd wszyscy!- krzyknął głośno Chen.
Wszyscy się rozeszli po wrzasku Chen'a.
- Zabiorę cię do szpitala- powiedziała Angie.
Pokiwałam głową na znak, że się zgadzam.
Pojechałyśmy do szpitala.
Tam dostałam zastrzyk i wszystko było już dobrze.
Rodzice po mnie przyjechali i razem wróciliśmy do domu.
W połowie drogi przypomniałam sobie,że przecież zostawiłam rower przed studiem.

- Mamo! Zostawiłam rower przed studiem!- krzyknęłam spanikowana.
- No to zawracamy!- powiedział tata.
Podjechaliśmy przed studio.
Było to wieczorem więc ulica była już opustoszała.
Wysiadłam z mamą z samochodu, a tata poczekał na nas w samochodzie.
Dotarłyśmy do miejsca, w którym zostawiłam rower.
Nie było go tam.
- Gdzie mój rower!- krzyknęłam.
- Jesteś pewna, że tu go zostawiłaś- zapytała poddenerwowana mama.
- Tak, razem z rowerami dziewczyn- powiedziałam.
- Tu masz telefon. Zadzwoń do przyjaciółek- powiedziała ze sztucznym uśmiechem.
Zadzwoniłam do przyjaciółek. Żadna nic nie wiedziała o losie roweru.
- Trudno, jutro poszukam z przyjaciółkami- powiedziałam smutna.
- Na pewno się znajdzie- pocieszała mnie mama.
- Na pewno...- powiedziałam zawiedziona.
Wróciłam do domu i poszłam spać.
NASTĘPNEGO DNIA:
Wstałam o 5: 00 rano.
Ubrałam się w taki komplet:

Uczesałam włosy tak jak zawsze.
Umyłam się i ubrałam.
Zjadłam śniadanie i wyszłam.
Tym razem szłam na piechotę.
Gdy doszłam do studia od razu poszłam w takie miejsce gdzie stoi duże drzewo.
Gdy tam doszłam ku mojemu zdziwieniu koło drzewa stał mój rower!
Do roweru ktoś dokręcił koszyk, w którym był ogromny bukiet pięknie pachnących kwiatów.
- Cześć! Bukiet się spodobał?- spytał Raúl.
- Jest piękny! Bardzo ci dziękuję- powiedziałam.
- Nie ma za co- powiedział i odszedł.
- Od kogo to?- spytała się Doncia.
- Zdziwi cię to, ale od Raúl'a- powiedziałam.
- Na serio!- krzyknęła podekscytowana Chica.
- Tak- powiedziałam.
- Słodko- powiedziała Pía.
- Tak, wiem. Przechował mi rower i dał piękny bukiet- powiedziałam zadowolona.

Prosimy o komentowanie! Gorąco pozdrawiamy i zapraszamy do czytania!
xoxoRyś&Wiewióra
Raúl poszedł.
- Wiemy, że się w nim zakochałaś...- powiedziałam.
- Nie!!! Wcale nie...- powiedziała dziwnym głosem Chica.
- Na pewno. Szczególnie, że dzisiaj dopiero zdajemy do studia, a ty zapytałaś się o pierwszą lekcję- wtrąciła Doncia.
- No dobra... Podoba mi się...- powiedziała Chica.
Gdy nagle usłyszałyśmy, że jakiś chłopak mnie woła.
Po chwili go dostrzegłyśmy.
Był to szczupły brunet.
Ubrany był w szarą skórzaną kurtkę.
- Nel nie poznajesz mnie?- zapytał brunet, gdy podszedł.
- Niestety nie- powiedziałam zawstydzona.
- To ja Chen... Syn Angie i Pablo... Twój kuzyn- powiedział chłopak.
- Chen? Jak dawno cię nie widziałam!- powiedziałam.
Przytulił mnie i podniósł w górę.
- A nie przedstawisz mi swoich przyjaciółek?- spytał.
- Racja. To Chica. To Doncia, a to Pía- pokazałam na każdą z osobna.
- Miło mi poznać- powiedział z uśmiechem- Chodźcie zaraz będą nas wołać na zdawanie.
Weszliśmy do środka.
- O! A to jest mój przyjaciel Duncan- powiedział.
- Nie wygląda za przyjaźnie- powiedziała do mnie Chica szeptem.
- A jej kuzyn nie?- powiedziała Doncia.
- To ja idę- zwrócił się do mnie Chen- Na razie!
Czekałyśmy na swoją kolej.
Gdy już przyszła nasza kolej we cztery śpiewałyśmy naszą własną piosenkę Vamos a empezar desde el principio.
- Poszło wam znakomicie!- powiedział Pablo.
Wyszłyśmy z sali.
- Myślałam że zaraz zemdleję- powiedziała Doncia.
- Nie było, aż tak źle... Czy to nie Oliwia?- spytałam.
Olivia stała przy przystojnym chłopaku przy, którym stał jej ojciec.
Tłumaczył mu, że nie ma się do niej zbliżać.
- Gdyby mój tata chodził za mną krok w krok to bym chyba uciekła z domu- powiedziała Chica.
- Tak toby było żałosne- przytaknęłam Chice.
- Ta dziewczyna przeszkadza mi w byciu największą gwiazdą tego studia. Widziałaś jak wychwalali jej zespół- powiedziała pewna blondynka.
Była to Vailet, szczupła blondynka z niebieskimi oczami.
Zabijała mnie wzrokiem, gdy stałam w kolejce po lody.
- Poproszę lody- powiedziałam.
- Jaki smak?- spytała mnie sprzedawczyni.
- Obojętnie, tylko nie truskawkowe. Jestem uczulona- powiedziałam.
- Słyszałaś?- zwróciła się do Olivii- Jest uczulona na truskawki. Chyba mam genialny plan!
- Ile płacę?- spytałam.
- Dzisiaj lody są na koszt firmy- powiedziała kobieta z uśmiechem.
- Dziękuję- powiedziałam odwzajemniając uśmiech.
Do baru przyszła Chica i mnie zagadała.
W tym czasie Vailet dodała do moich lodów polewę truskawkową.
Rozmawiałyśmy tak długo, że lody się rozpuściły razem z polewą.
Gdy, skończyłyśmy rozmawiać jadłam już tylko zupę lodową.
Po paru minutach od zjedzenia zaczęłam czuć, że coś mnie dusi w gardle.
- Ychyyyyy, ychyyyyyyy- kaszlałam.
- Nelka? Co ci jest!?- krzyczały Doncia i Chica.
- To uczulenie na truskawki...- wymamrotałam.
Chica od razu pobiegła po Angie, a Doncia zaczęła panikować.
- Nel! Nelka! Złap powietrze! Dusisz się! Ty się dusisz!- krzyczała panikara.
Wokół nas zebrał się tłum różnych osób.
Wszyscy patrzyli się na mnie, a ja nie lubię być w centrum uwagi.
Poczułam się jak mała dziewczynka.
Chica przybiegła z Angie.
- Już dobrze. Uspokój się!- mówiła Angie.
- Rozejdźcie się nie ma na co patrzeć!- krzyczała Chica.
- Idźcie stąd wszyscy!- krzyknął głośno Chen.
Wszyscy się rozeszli po wrzasku Chen'a.
- Zabiorę cię do szpitala- powiedziała Angie.
Pokiwałam głową na znak, że się zgadzam.
Pojechałyśmy do szpitala.
Tam dostałam zastrzyk i wszystko było już dobrze.
Rodzice po mnie przyjechali i razem wróciliśmy do domu.
W połowie drogi przypomniałam sobie,że przecież zostawiłam rower przed studiem.
- Mamo! Zostawiłam rower przed studiem!- krzyknęłam spanikowana.
- No to zawracamy!- powiedział tata.
Podjechaliśmy przed studio.
Było to wieczorem więc ulica była już opustoszała.
Wysiadłam z mamą z samochodu, a tata poczekał na nas w samochodzie.
Dotarłyśmy do miejsca, w którym zostawiłam rower.
Nie było go tam.
- Gdzie mój rower!- krzyknęłam.
- Jesteś pewna, że tu go zostawiłaś- zapytała poddenerwowana mama.
- Tak, razem z rowerami dziewczyn- powiedziałam.
- Tu masz telefon. Zadzwoń do przyjaciółek- powiedziała ze sztucznym uśmiechem.
Zadzwoniłam do przyjaciółek. Żadna nic nie wiedziała o losie roweru.
- Trudno, jutro poszukam z przyjaciółkami- powiedziałam smutna.
- Na pewno się znajdzie- pocieszała mnie mama.
- Na pewno...- powiedziałam zawiedziona.
Wróciłam do domu i poszłam spać.
NASTĘPNEGO DNIA:
Wstałam o 5: 00 rano.
Ubrałam się w taki komplet:
Uczesałam włosy tak jak zawsze.
Umyłam się i ubrałam.
Zjadłam śniadanie i wyszłam.
Tym razem szłam na piechotę.
Gdy doszłam do studia od razu poszłam w takie miejsce gdzie stoi duże drzewo.
Gdy tam doszłam ku mojemu zdziwieniu koło drzewa stał mój rower!
Do roweru ktoś dokręcił koszyk, w którym był ogromny bukiet pięknie pachnących kwiatów.
- Cześć! Bukiet się spodobał?- spytał Raúl.
- Jest piękny! Bardzo ci dziękuję- powiedziałam.
- Nie ma za co- powiedział i odszedł.
- Od kogo to?- spytała się Doncia.
- Zdziwi cię to, ale od Raúl'a- powiedziałam.
- Na serio!- krzyknęła podekscytowana Chica.
- Tak- powiedziałam.
- Słodko- powiedziała Pía.
- Tak, wiem. Przechował mi rower i dał piękny bukiet- powiedziałam zadowolona.
Prosimy o komentowanie! Gorąco pozdrawiamy i zapraszamy do czytania!
xoxoRyś&Wiewióra
Subskrybuj:
Posty (Atom)